Tak sobie od kilku dni myślę...
Po co ludziom zwierzęta? (no, poza tym, że dla kanibali- do jedzenia*)
*jestem kanibalem z przymusu- musiałam wybierać- albo ja, albo zwierzątka- źle się z tym czuję, ale cóż, miałam anemię, na to można zejść
więc okupiłam swoje życie /dobre samopoczucie/ śmiercią kilku krówek
Jeśli jakimś cudem tu trafiłeś/aś i chcesz to czytać, zacznij od mojego pierwszego posta. Naprawdę, dobrze Ci radzę.
piątek, 9 marca 2012
czwartek, 8 marca 2012
Dzień kobiet
Polski- nasza pierwsza lekcja.
Chłopcy (WOW) pytają panią, czy mogą rozdać nam kwiaty. Niechętnie się zgodziła
Odwracam się do mojej koleżanki i mówię "Oni mają głupio, bo mają swój dzień jesienią. A my mamy w wiosnę" po czym obie spoglądamy w okno by zobaczyć obficie (już od rana) padający śnieg... Można domyślić się, że dostałyśmy nagłego napadu śmiechu.
Chłopcy (WOW) pytają panią, czy mogą rozdać nam kwiaty. Niechętnie się zgodziła
Odwracam się do mojej koleżanki i mówię "Oni mają głupio, bo mają swój dzień jesienią. A my mamy w wiosnę" po czym obie spoglądamy w okno by zobaczyć obficie (już od rana) padający śnieg... Można domyślić się, że dostałyśmy nagłego napadu śmiechu.
poniedziałek, 5 marca 2012
Goodnight Kiss
Oto piosenka napisana przez Mike'a Portnoy'a (największego znanego mi zdrajcę), który słynie z bycia najlepszym perkusistą świata i ze swojego lekkiego buractwa :)
Ale słowa tej piosenki mnie olśniły, są słodkie.
Goodnight kiss in your nightgown
Lavender in your bed
So innocent as you lie down
Sweet dreams that run through your head
Are you lonely without Mommy's love?
I want you to know I'd die for that moment
You're just a poor girl
Afraid of this cruel world
Taken away from it all
It's been 5 years to the day and
My tainted blood's still the same
I can't help acting this way and
Those bastard doctors are gonna pay
I'm so lonely without baby's love
I want you to know I'd die for one more moment
I'm just a poor girl
Afraid of this cruel world
Taken away from it all
Where did we come from?
Why are we here?
Where do we go when we die?
What lies beyond
And what lay before?
Is anything certain in life?
They say " Life is too short"
"The here and the now"
And " You`re only given one shot"
But could there be more
Have I lived before
Or could this be all that we`ve got?
If I die tomorrow
I`d be alright
Because I believe
That after we`re gone
The spirit carries on
I used to be frightened of dying
I used to think death was the end
But that was before
I`m not scared anymore
I know that my soul will transcend
I may never find all the answers
I may never understand why
I may never prove
What I know to be true
But I know that I still have to try
If I die tomorrow
I`d be alright
Because I believe
That after we`re gone
The spirit carries on
"Move on, be brave
Don`t weep at my grave
Because I`m no longer here
But please never let
Your memories of me disappear"
Safe in the light that surrounds me
Free of the fear and the pain
My questioning mind
Has help me to find
The meaning in my life again
Victoria`s real
I finally feel
At peace with the girl in my dreams
And now that I`m here
It`s perfectly clear
I found out what all of this means
If I die tomorrow
I`d be alright
Because I believe
That after we`re gone
The spirit carries on
Ale słowa tej piosenki mnie olśniły, są słodkie.
Goodnight kiss in your nightgown
Lavender in your bed
So innocent as you lie down
Sweet dreams that run through your head
Are you lonely without Mommy's love?
I want you to know I'd die for that moment
You're just a poor girl
Afraid of this cruel world
Taken away from it all
It's been 5 years to the day and
My tainted blood's still the same
I can't help acting this way and
Those bastard doctors are gonna pay
I'm so lonely without baby's love
I want you to know I'd die for one more moment
I'm just a poor girl
Afraid of this cruel world
Taken away from it all
Pochodzi z albumu "Six degrees of inner turbulence" i jest częścią "opowieści" o osobach przechodzących załamanie nerwowe.
Piosenka następująca po tej to "Solitary Shell", która też strasznie mi się podoba- autorstwa oczywiście Johna Petrucci
He seemed no different from the rest
Just a healthy normal boy
His mama always did her best
And he was daddy’s pride and joy
He learned to walk and talk on time
But never cared much to be held
and steadily he would decline
Into his solitary shell
As a boy he was considered somewhat odd
Kept to himself most of the time
He would daydream in and out of his own world
but in every other way he was fine
He’s a Monday morning lunatic
Disturbed from time to time
Lost within himself
In his solitary shell
A temporary catatonic
Madman on occasion
When will he break out
Of his solitary shell
He struggled to get through his day
He was helplessly behind
He poured himself onto the page
Writing for hours at a time
As a man he was a danger to himself
Fearful and sad most of the time
He was drifting in and out of sanity
But in every other way he was fine
He’s a Monday morning lunatic
Disturbed from time to time
Lost within himself
In his solitary shell
A momentary maniac
With casual delusions
When will he be let out
Of his solitary shell
Just a healthy normal boy
His mama always did her best
And he was daddy’s pride and joy
He learned to walk and talk on time
But never cared much to be held
and steadily he would decline
Into his solitary shell
As a boy he was considered somewhat odd
Kept to himself most of the time
He would daydream in and out of his own world
but in every other way he was fine
He’s a Monday morning lunatic
Disturbed from time to time
Lost within himself
In his solitary shell
A temporary catatonic
Madman on occasion
When will he break out
Of his solitary shell
He struggled to get through his day
He was helplessly behind
He poured himself onto the page
Writing for hours at a time
As a man he was a danger to himself
Fearful and sad most of the time
He was drifting in and out of sanity
But in every other way he was fine
He’s a Monday morning lunatic
Disturbed from time to time
Lost within himself
In his solitary shell
A momentary maniac
With casual delusions
When will he be let out
Of his solitary shell
Ale i tak najmądrzejszą piosenką (też Petrucci'ego) jest "The Spirit Carries on"
Where did we come from?
Why are we here?
Where do we go when we die?
What lies beyond
And what lay before?
Is anything certain in life?
They say " Life is too short"
"The here and the now"
And " You`re only given one shot"
But could there be more
Have I lived before
Or could this be all that we`ve got?
If I die tomorrow
I`d be alright
Because I believe
That after we`re gone
The spirit carries on
I used to be frightened of dying
I used to think death was the end
But that was before
I`m not scared anymore
I know that my soul will transcend
I may never find all the answers
I may never understand why
I may never prove
What I know to be true
But I know that I still have to try
If I die tomorrow
I`d be alright
Because I believe
That after we`re gone
The spirit carries on
"Move on, be brave
Don`t weep at my grave
Because I`m no longer here
But please never let
Your memories of me disappear"
Safe in the light that surrounds me
Free of the fear and the pain
My questioning mind
Has help me to find
The meaning in my life again
Victoria`s real
I finally feel
At peace with the girl in my dreams
And now that I`m here
It`s perfectly clear
I found out what all of this means
If I die tomorrow
I`d be alright
Because I believe
That after we`re gone
The spirit carries on
To z kolei jest piosenka z płyty "Metropolis Part two: Scenes from a memory", która to jest podzielona na akty i sceny i opowiada historię, której fabuła opiera się na tym, że pewien koleś zostaje zahipnotyzowany i przypomina sobie swoje poprzednie wcielenie. Ale dokładniej to można przeczytać na Wikipedii
Ojejciu, i znowu post o Dream Theater
No cóż, nic na to nie poradzę
Będzie takich więcej
A nóż a widelec to kogoś zacznie interesować
niedziela, 4 marca 2012
Na razie nie wiem, czy będę dalej pisać.
Wynika to z tego, że moi rodzice uznali, że chcą to czytać bo "nawet nie wiem kiedy mogę kogoś obrazić, a wtedy będą kłopoty".
A jak wyjechałam z tym, że to tak jakby czytali mój pamiętnik, to ich kontrargumentem było "przecież jacyś obcy ludzie to czytają".
Ale czy tak ciężko zrozumieć, że ty mnie nie widzisz?!
Wynika to z tego, że moi rodzice uznali, że chcą to czytać bo "nawet nie wiem kiedy mogę kogoś obrazić, a wtedy będą kłopoty".
A jak wyjechałam z tym, że to tak jakby czytali mój pamiętnik, to ich kontrargumentem było "przecież jacyś obcy ludzie to czytają".
Ale czy tak ciężko zrozumieć, że ty mnie nie widzisz?!
sobota, 3 marca 2012
Queen a metal progresywny....
Gdybym zaczęła pisać jakieś 2 miesiące temu, byłoby tu 50000 postów o tym, jak strasznie kocham Queen i jak genialny jest Brian May, ale to już przeszłość.
Dzięki ciśnieniu ze strony taty zdałam sobie sprawę z tego, że muzyka ta jest skomplikowana jak budowa młotka i że nie ma w niej drugiego dna.
Progresywny metal, to jest coś czego nigdy nie mam dość, co kocham.
Dzięki ciśnieniu ze strony taty zdałam sobie sprawę z tego, że muzyka ta jest skomplikowana jak budowa młotka i że nie ma w niej drugiego dna.
Progresywny metal, to jest coś czego nigdy nie mam dość, co kocham.
Nauczyciele....
Z pewnością masz jakiegoś nauczyciela, którego szczerze nienawidzisz.
A zastanawiałeś/aś się kiedyś, dlaczego on jest taki a nie inny?
Ja podam przykład mojej pani od francuskiego. Ja ją lubię, ale jestem w tym odosobniona.
Ostatnio opowiadała nam o regionach Francji. Powiedziała (z takim dziwnym żalem w głosie), że jedno z francuskich miast jest jej szczególnie bliskie, gdyż w nim studiowało.
I mnie oświeciło.
Ale najpierw, przybliżmy odrobinę jej sytuację.
Pani ta wygląda bardzo młodo; jest niziutka i ma cienki głosik.
Jest w naszej szkole tylko na roczne zastępstwo.
CAŁA moja klasa (poza mną i jeszcze dwoma osobami) się z niej śmieje. Z czego?! Nie wiem.
Tak wybrechtali jej "Silence", że aż przestała go używać. Wszyscy mają wielką satysfakcję z nazywania jej "Mademoiselle", a nie "Madame" tak jak drugą nauczycielkę.
Chociaż ja ją lubię. I to bardzo. Bo nie ma bzika na punkcie zakuwania z lekcji na lekcję.
Powracając do głównego wątku.
Oświeciło mnie.
Zdałam sobie sprawę z tego, że ta kobieta poświęciła życie temu językowi.
Wyjechała z Polski, studiowała we Francji pewnie kilka dobrych lat, naprawdę się starała. Pytanie, dlaczego?
Pewnie chciała dostać jakąś świetną pracę we Francji lub poza nią np. jako tłumacz. Ale coś jej nie wyszło. I teraz musi użerać się z bandą debili, którzy się z niej śmieją, nie szanując tego co poświęciła. Bo ona nawet czasem nie pamięta niektórych polskich wyrazów.
Mówiłam o tym koleżankom, nie za bardzo zrozumiały o co mi chodzi.
Mówiłam tacie- powiedział, że tak mi się może tylko wydaje.
Mówiłam mamie, i ona zrozumiała. Sama jest nauczycielką i uznała, że właśnie odkryłam tajemnicę nauczycielskiego zawodu. Tacy są wszyscy (no może poza moim panem od matmy). Oczywiście mówimy o polskich warunkach. Wszyscy oni mieli jakieś ambitne plany i im się nie udało, więc musząc zarabiać na życie poszli pracować do szkoły.
Czy rozumiesz już swojego nauczyciela, którego nie znosisz, który jest chamski?
A zastanawiałeś/aś się kiedyś, dlaczego on jest taki a nie inny?
Ja podam przykład mojej pani od francuskiego. Ja ją lubię, ale jestem w tym odosobniona.
Ostatnio opowiadała nam o regionach Francji. Powiedziała (z takim dziwnym żalem w głosie), że jedno z francuskich miast jest jej szczególnie bliskie, gdyż w nim studiowało.
I mnie oświeciło.
Ale najpierw, przybliżmy odrobinę jej sytuację.
Pani ta wygląda bardzo młodo; jest niziutka i ma cienki głosik.
Jest w naszej szkole tylko na roczne zastępstwo.
CAŁA moja klasa (poza mną i jeszcze dwoma osobami) się z niej śmieje. Z czego?! Nie wiem.
Tak wybrechtali jej "Silence", że aż przestała go używać. Wszyscy mają wielką satysfakcję z nazywania jej "Mademoiselle", a nie "Madame" tak jak drugą nauczycielkę.
Chociaż ja ją lubię. I to bardzo. Bo nie ma bzika na punkcie zakuwania z lekcji na lekcję.
Powracając do głównego wątku.
Oświeciło mnie.
Zdałam sobie sprawę z tego, że ta kobieta poświęciła życie temu językowi.
Wyjechała z Polski, studiowała we Francji pewnie kilka dobrych lat, naprawdę się starała. Pytanie, dlaczego?
Pewnie chciała dostać jakąś świetną pracę we Francji lub poza nią np. jako tłumacz. Ale coś jej nie wyszło. I teraz musi użerać się z bandą debili, którzy się z niej śmieją, nie szanując tego co poświęciła. Bo ona nawet czasem nie pamięta niektórych polskich wyrazów.
Mówiłam o tym koleżankom, nie za bardzo zrozumiały o co mi chodzi.
Mówiłam tacie- powiedział, że tak mi się może tylko wydaje.
Mówiłam mamie, i ona zrozumiała. Sama jest nauczycielką i uznała, że właśnie odkryłam tajemnicę nauczycielskiego zawodu. Tacy są wszyscy (no może poza moim panem od matmy). Oczywiście mówimy o polskich warunkach. Wszyscy oni mieli jakieś ambitne plany i im się nie udało, więc musząc zarabiać na życie poszli pracować do szkoły.
Czy rozumiesz już swojego nauczyciela, którego nie znosisz, który jest chamski?
![]() |
| John Petrucci
Gitarzysta. Napisał wszystkie najlepsze piosenki
Dream Theater.
Grając robi fajne miny i aż garnie się do
publiczności.
Internetowi fani mówią o nim
Petrucci (nigdy John), względnie- Pietrucha.
Wydaje się w pewnym sensie poważny,
szanowany, chociaż- jak przystało na gitarzystę progresywnometalowego zespołu- zwariowany..
Ma żonę i dzieci.
Podobno trochę doskwiera mu wiek.
Ma 44 lata.
I nie zmienia to faktu, że obu STRAASZNIE lubię :) i uważam, że są AWESOME
|
piątek, 2 marca 2012
Z ciekawości weszłam dziś na stronę rekrutacji do mojego gimnazjum.
Przejrzystość wiadomości jest o niebo lepsza niż rok temu.
I mi się przypomniało. Jak się bałam, denerwowałam, przechodziłam na gumowatych nogach przez korytarze do których teraz już przywykłam. Nie rozpoznawałam żadnej twarzy, sali, miejsca, szatni, nic.
Boże, teraz dopiero widzę jakie to jest straszne.
I w tym roku są ludzie, którzy przechodzą przez t samo.
Jak ja się bałam....
A jak dowiedziałam się, że dostałam się do gimnazjum nie poczułam ulgi, nie ucieszyłam się.
Byłam za bardzo oswojona z myślą, że mi nie poszło, i że pójdę do jakiejś innej odrobinę gorszej szkoły. Moja przyjaciółka nie zdała do tej szkoły , więc niezbyt dobrze o niej mówiła.
To wszystko, to chyba jeden z najgorszych okresów mojego życia.
Pamiętam nawet jak na egzamin założyłam do oczywiście przykrótkich spodni czerwone skarpetki. I skapnęłam się w samochodzie. I musiałam zamieniać się z mamą.
Przejrzystość wiadomości jest o niebo lepsza niż rok temu.
I mi się przypomniało. Jak się bałam, denerwowałam, przechodziłam na gumowatych nogach przez korytarze do których teraz już przywykłam. Nie rozpoznawałam żadnej twarzy, sali, miejsca, szatni, nic.
Boże, teraz dopiero widzę jakie to jest straszne.
I w tym roku są ludzie, którzy przechodzą przez t samo.
Jak ja się bałam....
A jak dowiedziałam się, że dostałam się do gimnazjum nie poczułam ulgi, nie ucieszyłam się.
Byłam za bardzo oswojona z myślą, że mi nie poszło, i że pójdę do jakiejś innej odrobinę gorszej szkoły. Moja przyjaciółka nie zdała do tej szkoły , więc niezbyt dobrze o niej mówiła.
To wszystko, to chyba jeden z najgorszych okresów mojego życia.
Pamiętam nawet jak na egzamin założyłam do oczywiście przykrótkich spodni czerwone skarpetki. I skapnęłam się w samochodzie. I musiałam zamieniać się z mamą.
czwartek, 1 marca 2012
Mroczne wizje pana Leto
Polacy nie są normalni
Dosypują dragów po pierogów członkom popularnych na cały świat zespołó
http://www.youtube.com/watch?v=E5ABdggo_Mg&feature=related
oto wywiad przeprowadzony z zespołem 30 seconds to mars
"Powiem ci jaka będzie przyszłość. Umrę" i od dziś jest to moje motto życiowe.
Wczoraj przez cały dzień starałam się powiedzieć "Awesome" tak jak Jared. I wyszło!!!!! Mówienie LOL i ŻAL to już przeżytek.
Od dzisiaj zamykamy usta, mrużymy oczy i otwierając je mówimy "Awesome"
Solidarnie. Wszyscy. I koniec.
Ludzie, będziecie mieli chipy w głowach, ale nie lękajcie się, tylko przez chwilę, później już będą rejestrowane impulsy waszych myśli.
uczmy się robić pierogies, a nuż kiedyś spotkamy Jared'a i co wtedy? Powiesz mu, że jesteś z Polski, to się zapyta czy umiesz robić pierogies. I chyba nie chcesz sobie zrobić wstydu odpowiadając, że nie. Obcokrajowcowi podobało się coś w naszym pochrzanionym kraju!!! Pielęgnujmy to.
Dosypują dragów po pierogów członkom popularnych na cały świat zespołó
http://www.youtube.com/watch?v=E5ABdggo_Mg&feature=related
oto wywiad przeprowadzony z zespołem 30 seconds to mars
"Powiem ci jaka będzie przyszłość. Umrę" i od dziś jest to moje motto życiowe.
Wczoraj przez cały dzień starałam się powiedzieć "Awesome" tak jak Jared. I wyszło!!!!! Mówienie LOL i ŻAL to już przeżytek.
Od dzisiaj zamykamy usta, mrużymy oczy i otwierając je mówimy "Awesome"
Solidarnie. Wszyscy. I koniec.
Ludzie, będziecie mieli chipy w głowach, ale nie lękajcie się, tylko przez chwilę, później już będą rejestrowane impulsy waszych myśli.
uczmy się robić pierogies, a nuż kiedyś spotkamy Jared'a i co wtedy? Powiesz mu, że jesteś z Polski, to się zapyta czy umiesz robić pierogies. I chyba nie chcesz sobie zrobić wstydu odpowiadając, że nie. Obcokrajowcowi podobało się coś w naszym pochrzanionym kraju!!! Pielęgnujmy to.
Ewa
Wszyscy wyobrażamy sobie Ewę (tak, TĄ Ewę), jako kobietę piękną. Nikt nie mów tego wprost, ale, no cóż... tak jest.
Wymyśliłam kolejny mit!!!
A co jeśli karą za zerwanie zakazanego owocu jest także nasze teraźniejsze zmaganie się z kompleksami?
Co jeśli Ewa tak naprawdę był brzydulą, której to nie przeszkadzało, tak jak nagość?
Wymyśliłam kolejny mit!!!
A co jeśli karą za zerwanie zakazanego owocu jest także nasze teraźniejsze zmaganie się z kompleksami?
Co jeśli Ewa tak naprawdę był brzydulą, której to nie przeszkadzało, tak jak nagość?
Oficjalnie jestem wierzącą niepraktykującą, nieoficjalnie- niewierzącą.
Jest to spowodowane przeczytaniem I ZROZUMIENIEM "Świata Zofii".
Do napisania dzisiejszego posta zainspirowała mnie praca pisemna, którą niedawno pisaliśmy na j. polskim.
"Jan Kochanowski sądzi, że świat jest piękny, jak ty postrzegasz świat. Jak rozumiesz piękno świata? Co twoim zdaniem panuje nad światem?"
Już przy pierwszym pytaniu miałam świadomość, że praca ta będzie przedługaśna, bo rozpisywanie się to moja specjalność.
Streszczę dwa pierwsze pytania.
Zaczęłam od tego, że w XVI w. gdy żył Kochanowski prawdopodobnie nie było tak wielu problemów, albo że rozmawiano o nich dużo mniej. Napisałam, że gdy my zachwycamy się rzekomym pięknem świata na całym świecie giną ludzie, toczone są wojny, panuje głód i ludzie giną z chorób spowodowanych brakiem możliwości utrzymania należytej higieny ciała. Napisałam o jednostkach apodyktycznych, chcących władać światem, próbujących dotrzeć do celu po trupach. Napomknęłam też o tym, że ludzie niszczą piękny świat, którym tak zachwycał się Jan Kochanowski zaśmiecając go.
Później nachrzaniłam coś o pięknie świata, w które to nie wierzę.
Co do ostatniego..... to po napisaniu pracy byłam pewna, że pani po przeczytaniu jej mnie wyrzuci przez okno. Jest mocno wierząca.
Napisałam bowiem, że nie mam wątpliwości, iż światem rządzi jakaś siła wyższa, ale nie wierzę, że jest to Bóg, któremu ludzie nadali imię i stworzyli o nim niedorzeczne historie. Równie dobrze przecież ludzie mogliby wierzyć w ludzi posługujących się magią lub duchy. Później napisałam, że Biblia przypomina mity ludzi starożytnych. Nie wiemy jak wyjaśnić stworzenie świata, więc wymyślamy historię o Bogu, który zrobił go w przeciągu kilku dni.
Wypracowanie zakończyłam stwierdzeniem, że to niedorzeczne, żeby ludzie współcześni wierzyli w coś takiego i żebyśmy albo przestali ufać Pismu Świętemu i próbowali znaleźć jakieś naukowe, wciąż powstające teorie, albo nie traktowali Pisma tak dosłownie, lecz raczej jako jedną wielką przenośnię.
I dostałam 5- (chyba najlepiej z klasy).
Ale pani od polskiego tak strasznie dziwnie się na mnie patrzy....
Szczególnie dziś, kiedy to mówiliśmy o filozofii, a ja WIELE razy wyrażałam swoje zdanie (np. pytanie pani- "Jak myślicie, czy w średniowieczu istniała już idea "komputer"?". Ja odpowiedziałam, że nie, ale istniały idee części z których składa się komputer. Pani mnie mocno zjechała, po czym, gdy wypowiedziała się moja koleżanka, uznała, że obie tworzymy nową filozofię. )
Jest to spowodowane przeczytaniem I ZROZUMIENIEM "Świata Zofii".
Do napisania dzisiejszego posta zainspirowała mnie praca pisemna, którą niedawno pisaliśmy na j. polskim.
"Jan Kochanowski sądzi, że świat jest piękny, jak ty postrzegasz świat. Jak rozumiesz piękno świata? Co twoim zdaniem panuje nad światem?"
Już przy pierwszym pytaniu miałam świadomość, że praca ta będzie przedługaśna, bo rozpisywanie się to moja specjalność.
Streszczę dwa pierwsze pytania.
Zaczęłam od tego, że w XVI w. gdy żył Kochanowski prawdopodobnie nie było tak wielu problemów, albo że rozmawiano o nich dużo mniej. Napisałam, że gdy my zachwycamy się rzekomym pięknem świata na całym świecie giną ludzie, toczone są wojny, panuje głód i ludzie giną z chorób spowodowanych brakiem możliwości utrzymania należytej higieny ciała. Napisałam o jednostkach apodyktycznych, chcących władać światem, próbujących dotrzeć do celu po trupach. Napomknęłam też o tym, że ludzie niszczą piękny świat, którym tak zachwycał się Jan Kochanowski zaśmiecając go.
Później nachrzaniłam coś o pięknie świata, w które to nie wierzę.
Co do ostatniego..... to po napisaniu pracy byłam pewna, że pani po przeczytaniu jej mnie wyrzuci przez okno. Jest mocno wierząca.
Napisałam bowiem, że nie mam wątpliwości, iż światem rządzi jakaś siła wyższa, ale nie wierzę, że jest to Bóg, któremu ludzie nadali imię i stworzyli o nim niedorzeczne historie. Równie dobrze przecież ludzie mogliby wierzyć w ludzi posługujących się magią lub duchy. Później napisałam, że Biblia przypomina mity ludzi starożytnych. Nie wiemy jak wyjaśnić stworzenie świata, więc wymyślamy historię o Bogu, który zrobił go w przeciągu kilku dni.
Wypracowanie zakończyłam stwierdzeniem, że to niedorzeczne, żeby ludzie współcześni wierzyli w coś takiego i żebyśmy albo przestali ufać Pismu Świętemu i próbowali znaleźć jakieś naukowe, wciąż powstające teorie, albo nie traktowali Pisma tak dosłownie, lecz raczej jako jedną wielką przenośnię.
I dostałam 5- (chyba najlepiej z klasy).
Ale pani od polskiego tak strasznie dziwnie się na mnie patrzy....
Szczególnie dziś, kiedy to mówiliśmy o filozofii, a ja WIELE razy wyrażałam swoje zdanie (np. pytanie pani- "Jak myślicie, czy w średniowieczu istniała już idea "komputer"?". Ja odpowiedziałam, że nie, ale istniały idee części z których składa się komputer. Pani mnie mocno zjechała, po czym, gdy wypowiedziała się moja koleżanka, uznała, że obie tworzymy nową filozofię. )
Wywiad z Jared'em po francusku
http://www.youtube.com/watch?v=AA_F6-_e9XQ&feature=related
oglądaj od 29 minuty.
Nie ma to jak robić sobie jaja z Jared'a Leto
Ciekawe czy on w ogóle coś rozumie (ja ucząca się od kilku miesięcy naprawdę mało z tego wyłapuję)
oglądaj od 29 minuty.
Nie ma to jak robić sobie jaja z Jared'a Leto
Ciekawe czy on w ogóle coś rozumie (ja ucząca się od kilku miesięcy naprawdę mało z tego wyłapuję)
środa, 29 lutego 2012
Teraz już wiem
Nikt tego nie czyta, i nie będzie
Sieć jest zbyt obszerna
żeby znaleźć cokolwiek po polsku spędziłam przy komputerze 2h
ale jednak, jeśli jakimś cudem tu trafiłeś/aś
BŁAGAM!!! napisz, przeczytaj chociaż jednego posta, skomentuj, może być negatywnie, ale chcę wiedzieć, że pisanie ma jakiś sens, poza tym, że sprawia przyjemność
jeden komentarz
i machina pójdzie w ruch
zacznę pisać aż będzie furczało
Nikt tego nie czyta, i nie będzie
Sieć jest zbyt obszerna
żeby znaleźć cokolwiek po polsku spędziłam przy komputerze 2h
ale jednak, jeśli jakimś cudem tu trafiłeś/aś
BŁAGAM!!! napisz, przeczytaj chociaż jednego posta, skomentuj, może być negatywnie, ale chcę wiedzieć, że pisanie ma jakiś sens, poza tym, że sprawia przyjemność
jeden komentarz
i machina pójdzie w ruch
zacznę pisać aż będzie furczało
niedziela, 26 lutego 2012
Nauczyciele j. angielskiego
Wczoraj spotkałam aż dwie osoby, które znają i lubią Dream Theater, co daje więcej, niż w całym moim dotychczasowym życiu.
w szkole mieliśmy zastępstwo. Przyszedł nauczyciel angielskiego, przefajny, zabawny. Jeśli ktoś się czymś bawił, po prostu zabierał mu to. Jego ofiarą padły nożyczki, sok, telefon i moja książka. Wcale jej nie czytałam, ona tylko leżała na mojej ławce.
Po lekcji podeszłam do niego z pytaniem, czy mogę wziąć moją książkę. On na to "Nie, po przerwie" co oznaczałoby, że spóźnię się na wf. Po chwili spojrzał na mnie (miałam na sobie koszulkę z koncertu Dream Theater). "Lubisz Dream Theater- uniósł kciuki do góry- no to masz"- i podał mi książkę hahaha a inni musieli tam stać....
Drugą osobą był pan który przyszedł do nas na zastępstwo na dodatkowym angielskim.
w szkole mieliśmy zastępstwo. Przyszedł nauczyciel angielskiego, przefajny, zabawny. Jeśli ktoś się czymś bawił, po prostu zabierał mu to. Jego ofiarą padły nożyczki, sok, telefon i moja książka. Wcale jej nie czytałam, ona tylko leżała na mojej ławce.
Po lekcji podeszłam do niego z pytaniem, czy mogę wziąć moją książkę. On na to "Nie, po przerwie" co oznaczałoby, że spóźnię się na wf. Po chwili spojrzał na mnie (miałam na sobie koszulkę z koncertu Dream Theater). "Lubisz Dream Theater- uniósł kciuki do góry- no to masz"- i podał mi książkę hahaha a inni musieli tam stać....
Drugą osobą był pan który przyszedł do nas na zastępstwo na dodatkowym angielskim.
Jared Leto wieszczem narodowym
Szkoda,że w czasach wojny i rozbiorów, zamiast tego "geniusza"- Mickiewicza, zagrzewającego do walki za pomocą dwunastoksięgowej epopei której nikomu nie chce się czytać nie mieliśmy Jared'a Leto. No bo czy jest ktoś kto pisze lepsze antywojenne piosenki?
środa, 22 lutego 2012
Ale teraz może najważniejsza rzecz, o której chciałam napisać zakładając bloga
A mianowicie to, o czym myślałam już od dawna
O rodzinach muzyków i ogólnie popularnych ludzi
Oczywiście wszystko to jest moim przypuszczeniem
Ale także tym, co wiem na pewno
Teraz, jeśli jesteś nastolatką (nie wiem, czy nastolatkowie też mają takie myśli)- wyobraź sobie wszystkie te momenty, w których marzyłaś o spotykaniu się z kimś sławnym, albo... przystojnym, w pewien miły sposób ekscentrycznym.
Jestem całkiem pewna, że gdy dla przykładu żona John'a Petrucci go spotkała, był on jedynie kolesiem grającym na gitarze, może z długimi włosami, może metalem, a może nie
w najgorszym przypadku grał on wtedy w jakimś zespoliku bez przyszłości.
Kobieta ta wiedziała, że jest możliwe, że czasem będzie on wyjeżdżał, by gdzieś grać, ale nie będzie to częste.
A później stał się on światową ikoną metalu progresywnego
I co z tego, że jest on sławny, zarabia dużo pieniędzy
Skoro jego dzieci może nawet nie pamiętają jak wygląda
Skoro wyjeżdża on czasem nawet na 2 miesiące z kraju, a jak jest w Stanach, to też jeździ, daje koncerty, spotyka się z członkami zespołu, no bo to jego życie.
W pewnym sensie wiem o czym mówię, gdyż znam jedną taką kobietę. Wprawdzie jej mąż gra jedynie w kilku zespołach, które nie są jakieś bardzo popularne, ale i tak jest jej bardzo ciężko. Niejednokrotnie przychodziła, by się komuś wypłakać, choć oczywiście dorośli myśleli, że nie wiem o co chodzi. Zostaje ona w domu, uzależniona od dziecka, w pewnym sensie bez życia. Po to, żeby jej mąż spełniał marzenia. I nie twierdzę, że dla niego nie jest to ciężkie, ale na pewno nie jest mu tak źle jak jej.
Twierdzenie, że kobieta wiążąc się z kimś takim wie jakie są tego konsekwencje, jest błędne. Bo miłość jest ślepa.
Męża podziwiają ludzie na całym świecie, a ona użera się z dziećmi, żyjąc w niepewności, co może przydażyć się jej mężowi podczas trwającej miesiąc trasy. Rozmawia z nim przez telefon, ale to nie rozwiązuje problemów.
A najlepsze jest to, że niektóre z takich kobiet pewnie sądzą, że to ich mężom jest źle.
Moim zdaniem muzykę rozrywkową powinni tworzyć wyrzutki społeczeństwa, ludzie niezdolni do stworzenia normalnego związku (nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że taką osobą jest Jared Leto).
Moje stanowisko jest takie- nie współczujmy więc muzykom, aktorom, że są z dala od rodziny, że ich domem są hotele, że żeby wytrzymać presję popadają w nałogi, że są przemęczeni co dzień grając koncert, czy pracując na planie.
Współczujmy ich rodzinom, które pozostawione są "on their own", bez ojców, mężów, synów (bo wydaje mi się, że najczęściej, gdy już kobieta staje się sławna, stara się robić wszystko, by mimo wszystko przebywać z rodziną). To o tym wszystkim sądzę i wątpię, żeby coś zmieniło moje poglądy.
poniedziałek, 20 lutego 2012
Uwielbienie fanów
Do napisania
tego posta zainspirowała mnie rozmowa na jednym z film webowych forów
Pewien
użytkownik napisał o Jared’zie Leto:
„(…)jak można
wysyłać buźki i strzelać komplemenciki osobie, którą widziało się parę razy na
ekranie, osobie, która nigdy nie dowie się o waszej egzystencji.”
Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że na tym polega bycie fanem czegokolwiek, kogokolwiek- świadomość,
że kochana przez nas osoba nigdy nawet nie dowie się o naszej żałosnej egzystencji,
tak to trudne, ale, co trudniejsze- jak ma Jared- wiecznie otoczony tymi
żałosnymi egzystencjami uwielbiającymi go, fankami, przed którymi musi
uciekać jak przed stadem dzikich zwierząt. Teraz nie jest dziwne, dlaczego
sławni ludzie popadają w depresję i uciekają w używki. Bo kto normalny (chodź
Jared Leto na pewno do takowych nie należy) by to zniósł?
niedziela, 19 lutego 2012
Wczoraj oglądając koncert Dream Theater "Live in Budokan" dużo myślałam.
Wściekałam się, że będąc na koncercie w Poznaniu nie znałam jeszcze piosenki którą teraz kocham.... nie wiedzieć czemu. "Surrounded" . Gdyż przeczytałam dziś w internecie, że ową piosenkę wykonali. Nie znałam także "Pull me under" z którą to wiążą się dziwne przeżycia:
koniec ostatniej piosenki
ludzie wciąż klaszczą
ja siedzę dokładnie tak samo sparaliżowana jak i na początku koncertu
wchodzą
są znów na scenie
pierwsze dźwięki nieznanej mi piosenki (jęk w duszy)
'Does everybody knows that song' (ja w duchu- 'nie....')
'So are you ready to sing it?!' (kolejne nie...)
'So let sing it!!!'
piosenka się ciągnie, wszyscy śpiewają, a ja siedzę jak ten ciołek i myślę, jaka ja jestem głupia, że nie przesłuchałam dokładnie wszystkich płyt, zanim wybrałam się na koncert w ramach prezentu urodzinowego
Od 29 lutego nie mogę też słuchać "Bridges in the sky", gdyż wiążą się z nią traumatyczne przeżycia.A mianowicie
po godzinnym opóźnieniu wpuszczają nas (my byliśmy akurat jednymi ze szczęściarzy, którzy przyjechali do Poznania samochodem z innego miasta i nie musieli marznąć, za to właścicieli hotelu przy Arenie powinno się publicznie wyśmiać za to, że nie chcieli nam pozwolić iść do łazienki i zakupić herbaty, ale bylibyśmy wielce nieszczęśliwi, gdyby koncert odwołano, zważając na trzygodzinną podróż i perspektywa końca ferii- następnego dnia znów zaczynała się szkoła)
wracając do "Bridges in the sky"
wpuszczają nas
nie idziemy do szatni- mamy miejsca siedzące, więc możemy mieć kurtki przy sobie
stoimy przy stoisku z koszulkami
ja oczywiście nie mogę się zdecydować na nieuniknione- kupienie megadrogiej koszulki
przypadkowo wpychamy się do kolejki
ku naszej rozpaczy słychać głos szamana z "Bridges in the sky"
ja panikuje
mój tata się wkurza 'nie panikuj' 'decyduj się'
ja stoję, wciąż nie wiem, ściskam w ręku banknot wiedząc, że i tak to kupię, ale jednocześnie nie mogąc uwierzyć, że za kawałek materiału z nadrukiem można chcieć tyle kasy
'dawaj tą stówę'
kupujemy koszulki
od tej pory nie mogę słuchać tej piosenki, przypominam sobie wtedy to uczucie paniki, ale ja to w ogóle jestem dziwna
Wściekałam się, że będąc na koncercie w Poznaniu nie znałam jeszcze piosenki którą teraz kocham.... nie wiedzieć czemu. "Surrounded" . Gdyż przeczytałam dziś w internecie, że ową piosenkę wykonali. Nie znałam także "Pull me under" z którą to wiążą się dziwne przeżycia:
koniec ostatniej piosenki
ludzie wciąż klaszczą
ja siedzę dokładnie tak samo sparaliżowana jak i na początku koncertu
wchodzą
są znów na scenie
pierwsze dźwięki nieznanej mi piosenki (jęk w duszy)
'Does everybody knows that song' (ja w duchu- 'nie....')
'So are you ready to sing it?!' (kolejne nie...)
'So let sing it!!!'
piosenka się ciągnie, wszyscy śpiewają, a ja siedzę jak ten ciołek i myślę, jaka ja jestem głupia, że nie przesłuchałam dokładnie wszystkich płyt, zanim wybrałam się na koncert w ramach prezentu urodzinowego
Od 29 lutego nie mogę też słuchać "Bridges in the sky", gdyż wiążą się z nią traumatyczne przeżycia.A mianowicie
po godzinnym opóźnieniu wpuszczają nas (my byliśmy akurat jednymi ze szczęściarzy, którzy przyjechali do Poznania samochodem z innego miasta i nie musieli marznąć, za to właścicieli hotelu przy Arenie powinno się publicznie wyśmiać za to, że nie chcieli nam pozwolić iść do łazienki i zakupić herbaty, ale bylibyśmy wielce nieszczęśliwi, gdyby koncert odwołano, zważając na trzygodzinną podróż i perspektywa końca ferii- następnego dnia znów zaczynała się szkoła)
wracając do "Bridges in the sky"
wpuszczają nas
nie idziemy do szatni- mamy miejsca siedzące, więc możemy mieć kurtki przy sobie
stoimy przy stoisku z koszulkami
ja oczywiście nie mogę się zdecydować na nieuniknione- kupienie megadrogiej koszulki
przypadkowo wpychamy się do kolejki
ku naszej rozpaczy słychać głos szamana z "Bridges in the sky"
ja panikuje
mój tata się wkurza 'nie panikuj' 'decyduj się'
ja stoję, wciąż nie wiem, ściskam w ręku banknot wiedząc, że i tak to kupię, ale jednocześnie nie mogąc uwierzyć, że za kawałek materiału z nadrukiem można chcieć tyle kasy
'dawaj tą stówę'
kupujemy koszulki
od tej pory nie mogę słuchać tej piosenki, przypominam sobie wtedy to uczucie paniki, ale ja to w ogóle jestem dziwna
sobota, 18 lutego 2012
Krótkie... nazwijmy to... wprowadzenie
W sumie jestem całkiem inna niż reszta, może troszkę nienormalna.
Albo mi się tak tylko wydaje (baaardzo możliwa opcja).
Nie przedstawiam się. To wszystko jest całkiem anonimowe.
Wszelkie podobieństwo sytuacji, osób, nazw, nazwisk i miejsc do naprawdę istniejących jest przypadkowe.
Nie będę opisywać swoich cech, bo to i tak wyjdzie w praniu, gdy już napiszę... cokolwiek....
Będę tu pisać głównie o moich przemyśleniach, fascynacjach, zainteresowaniach, planach, upodobaniach... wszystkim, co dla mnie najważniejsze, a dla Ciebie- nie za bardzo.
Będzie też dużo o porażkach, błędach i nietaktach, oj dużo...
Niech Ci nawet do głowy nie przyjdzie, że mnie znasz, od razu zaprzeczam.
Jeszcze nie wiem, czy z tego pisania coś wyjdzie- chciałabym po prostu dzielić się z innymi moim umysłem, prawie wszystkim co się w nim znajduje.
Boję się tego momentu, gdy kliknę "Opublikuj", ale to się i tak kiedyś wydarzy, więc może... tak, teraz jest chyba dobry moment.
Albo mi się tak tylko wydaje (baaardzo możliwa opcja).
Nie przedstawiam się. To wszystko jest całkiem anonimowe.
Wszelkie podobieństwo sytuacji, osób, nazw, nazwisk i miejsc do naprawdę istniejących jest przypadkowe.
Nie będę opisywać swoich cech, bo to i tak wyjdzie w praniu, gdy już napiszę... cokolwiek....
Będę tu pisać głównie o moich przemyśleniach, fascynacjach, zainteresowaniach, planach, upodobaniach... wszystkim, co dla mnie najważniejsze, a dla Ciebie- nie za bardzo.
Będzie też dużo o porażkach, błędach i nietaktach, oj dużo...
Niech Ci nawet do głowy nie przyjdzie, że mnie znasz, od razu zaprzeczam.
Jeszcze nie wiem, czy z tego pisania coś wyjdzie- chciałabym po prostu dzielić się z innymi moim umysłem, prawie wszystkim co się w nim znajduje.
Boję się tego momentu, gdy kliknę "Opublikuj", ale to się i tak kiedyś wydarzy, więc może... tak, teraz jest chyba dobry moment.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


